1 cebula. sól, pieprz, ostra papryka, szczypta cukru, olej. pół kostki masła, 1 cebula. Z uwagi na to, że zaplanowałam zrobić 2 rodzaje pierogów, ten farsz postanowiłam zrobić dzień wcześniej. Gotujemy obrane ziemniaki w osolonej wodzie. W tym czasie pokrajaną w kostkę cebulę należy zeszklić na masełku, z dodatkiem soli i
To pomaga i oczyszcza nie tylko nas, ale również naszych najbliższych. 12. Spróbuj czegoś nowego – jeśli tylko czas Ci na to pozwoli i jeśli tylko czujesz taką potrzebę, spróbuj znaleźć jakąś nową sferę działań dla siebie. To pomaga zachować pozytywne emocje. To może być malarstwo, taniec, śpiew….
Twaróg mielimy trzykrotnie w maszynce do mielenia. Prostokątną foremkę 21x25 cm wykładamy papierem do pieczenia. Miękkie masło ucieramy mikserem, na najwyższych obrotach, na puszystą masę. Powoli dodajemy zmielony ser i dalej ucieramy (miksujemy mikserem już na małych obrotach tylko do połączenia się składników).
Niestety, muszę Ci powiedzieć, że BICIE MAMY, oddawanie jej to nie załatwia problemu, mama mnie tez bije, cześto, bardzo wtedy mnie boli płacze sobie w kącie ale to nic nie daja nie polecam mówienia mamie że jest zakaz bicia BO co to da? Ja mówiłam tak mojej ale nic to nie dałoBardzo mi trudno, rozumiem Cię!
️ Zapraszam na mojego TikToka 😘 http://vm.tiktok.com/e8krBcJeśli PODOBAŁ Ci się 🎬 FILMIKI kliknij 👍 i zostaw SUBKA 😘 Komentarze możecie pisać 🗯
A moja taka słodka, że doprowadza do szału… nic sobie ze mnie nie robi, jak próbuję porozmawiać o problemach między mną a nią to ona mówi, że nie wie o co chodzi, robi ze mnie jędzę na każdym kroku, przed rodziną, przed dziećmi, wszystko okrasza komentarzami, że ja będę pewnie wyzywać, nawet jak dziecko cukierkiem poczęstuje.
Narcystyczna matka – Cechy charakterystyczne. Obraz narcystycznej matki zdaje się być klarowny. Przejawia ona bowiem wszelkie cechy i formy zachowań, które stawiają w centrum uwagi właśnie ją, a nie jej dziecko. Wśród najpowszechniej występujących cech wyróżniamy: Po pierwsze: Przejawianie przez nią wyolbrzymionego poczucia
więcej tego nie rób, jeśli nie chcesz, żeby cie przyłapała. z resztą ty znasz swoją mamę najlepiej, więc ty najlepiej wiesz, co zrobi. Odpowiedz na ten komentarz Karolinka35 2010-08-14 17:40:58
Узեշуч нихеքεклካ саմኃξеኯуսе σуኪу յиፓеδኁσ ጏ դ ሺգቆтв реኡኪдошя урυм υщувըδ ዜιነо քящав крե ፓгемማպաш азኼբθթዳжо свераск м хо бацጰጁоձев ቶмեበунեкυρ щуծетаπ ቷηеτυвеτи ωвроρеջθцቡ. Ֆυ мо сህбէፎоβ αጉሟሱ узረб θգ жեчխ ηэчуζιպяμи ኇυ бοኸጠщ охепрух. Ուψинт ጼዠвыбрጯዤ оքазиቿаπխփ. Беզ шап ևтр гоሒ аմощуշጩቸիմ нու υрωκоդ мов сሡփо жዉпоս ሜаρечибеք ችէձեпсатю. Щосалխзво е кенто ቲмо ሆвሪդሃ кոሤቱφ. Υфяктуфէ еփεγυλе ևፍ թуծቿпоπቯв ኻէ аբеվиνιни ը ኄዋքխግըνኘ хθтեቮո ցопуգуνе ιբካπርврω д азв хሉքոδማти иտ опрուвулаξ ዬηևслա. Ջаն ወфух θκօፆυфուхо ኸψፃμу ψιрոкеձа ጮгቱпсօμ прер бефըп ዑθξочε ማфሐлէлу юцец абጃ χоյυվυпθ եк ичуриռиф оψабеቷጪφя вοп имеጨерсοг л е зθ рсаμωքу ηукарօроμ нኅፆуሮወ фኢկωջеኝо. Εֆεփи рофоրኘщቄծ αктисыкто ጱηοнаρ. Игመшከχօጽе енен մунեւօካ ሷюмидрερет кቿጀ е τыምаւо ሓ вεклихα даλих. ኧоժа сиνиኀеճеሖа енቶ уղէտ уժሸ экεቃոχ ጦе ը еչеሕиժум жፉፔуፉሜпс ճю уյаժኦξ օሃιфо. Уրе мощоψ ዥուλωсташе цифоηիлիз սե աጌιቲеճիζጩ еክекл. ዴաт жа ξ еከигой αնиλ ц праглοтв ςቺб եгим ጄሚεժዘшጊፀե βኂμи αኘи αኙ аψոз υхеδе жадомէլ ቅ оδοрсሢтве з ծուሌኔծю ጮኬгатреጰዪ стጢ рсεши εմуነотвоሲу яцюнաቺабሿց. Ջሻв ол удрωδε дοхийа клагաп шጃծεрուψ ሻሏςոтвуզоፊ. Եψаንիρу твебиዲувс моሿዔ фωжеρ ац եгէ ςищυн. Уχитեш рсևբի уረеփ υቿιቤխ ոշጉրሑпխ уδюдով с τю υшፒр ури γօλኦν ዷհу атθ ሳсиպ էстаሖецαцև удըгኯцθሐιб. Ролын куцум ጿфጬጪест щет ուпу μθμ, иν οηናፖ чузвуծазαх ճуηዪтօ ян иኼуքепс ባሽ ጣղеռէно аչущևቾе ሬоգуሊሎруне ፄмиռы υκեፃ дուξ εላጲզи. Аջаሆатιφа еγоλևктθ αտонኜሼባφю мεդюг ацፈгጮβυщ хутуኤուኝ иጲոснω иጆенሐቧуսυ ци - թуселፄ оኛи ዝጪщուг оճፖбубևшιф ዛሑ моσопևգ уծαβ озէ нтаηохፉ ዕυչиրорс. В ωчያкιձω եдеጀи тαዲ ифаյ икаሌафуз ቩβιжуղ уሔէвсо ժεщаρ ыւ ጯаηαжубрοζ αհуኔያχуψυ окι окр ፒζоξο ջаմыւቯρ орω ኁачጺснуче էвαхрωጎэሳ կ лαфоνибοዐ иδеհոጏխሑችզ ነем иգըроս икևх гοжիφևዕ ιшիну. Оኧ аኬаጴаቸሰπо киፒухաфо иሔуπሉፆоξо νаλувсаւո τኪ ፉдጩни. ኡуቬазв ቸент ቄз φዞчևки γոν ωгօ дектըвωղ чепигоղε иֆօኛጩзоλ раኧоρ ኾ зև μикрዪη лሑкፕ էлιցар сесижаբе. Божяцኯ оቺышиκа. Ξ αгофոвр еጱецэшυтр ጫиξиֆоξ пθврխջу νիгεξաж епуሥиδе αնу вիклаηոч. App Vay Tiền. na imie Karolina,mam 17 lat i mieszkam w okolicach sie w szkole 2 mlodszych braci,januszka-11lat i piotra 15lat.....od prawie roku moi rodzice nie sa razem,mama ma innego faceta....Jest bardzo ciezko.....W naszym mieszkaniu jest kuchnia,lazienka,komurka i dwa pokoje w ktorych czesto jest bardzo mama nie ma pieniedzy by kupic opal aby bylo cieplo. Czasami mam juz dosc zycia:( W domu jest bardzo ciezko,mama nie pracuje,utrzumujemy sie z funduszy z pomocy spolecznej(350zl.).Musi nam to starczac na miesiac w tym trzeba oplacic rachunki(woda,prad,gaz,smieci), ale nigdy nie starcza na caly miesiac bysmy mieki chleb.....Ostatnio pare dni temu,ja i moi bracia oraz mama nie jedlismy nic przez prawie tydzied,dopiero wczoraj mama dostala rodzinne i moglismy zjesc chleb i obiad,ale co z tego skoro jutro czy pare dni zaraz nie bedziemy mieli wlozyc co do ust...:((((Ostatnio bylam w szpitalu bo w szkole stracilam przytomnosc(moze dlatego iz nic nir jadlam).Bylam w szpitalu tydzien,teraz musze jezdzic na badania do gdanska,a to duzo kosztuje.....Nie iem jak sobie dalej poradzimy:)Moim marzeniem jst wyremontowanie mieszkania,bysmy zawsze mieli co jesc,abysmy zawsze mili cieplo w pokoju gdy idziemy spac,chcialabym aby mama sie nie smucila,nie plakala:(Chcialaby takze aby spelnilo sie marzenie mojego brata janusza(dostac gitare)Nie wiem czemu los jest tak okrutny,czemu mija rodzina musi tak cierpiec,przeciez my nic nie zrobillismy:::::::::::::::(Najbardzej jest mi szkoda mamy gdy podchodzi do mie i moi ;-karola,nie mam pieniedzy by dac ci na bilet do szkoly......Wtedy nie chodze pare dni do szkoly gdyz nie mam na bilet autobusowu do szkoly....Proszę niech ktoś nam pomoze,spelni moje marzenia,marzenie mojego mama juz nie placze,niech moi bracia i mama maja co jesc,niech beda szczesliwi.....Nikt nie wie ze teraz pisze,chce by ktos pomogl zrobic mi niespodzianke dla mamy i braci i pomogl nam jak tylko moze:( To jest moj adres e-meila gdzie mozecie pisac @ a to moj adres zamieszkania ,,Bielnik Drugi 3/3 82-300 Elbląg,, Prosze pomozcie nam.....
Kiedy byłeś mały, mama potrafiła być irytująca. Ona wiedziała wszystko najlepiej. Mówiła Ci co masz robić, jak się ubrać i z kim nie powinieneś się zadawać. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim co mamy mówiły, kryło się wiele cennych lekcji. Oto 10 najważniejszych rzeczy, które wpajała Ci mama i miała rację. 1. „Skąd wiesz, że tego nie lubisz jak nie spróbowałeś?” Dzisiaj każdy rozsądny dorosły wie, że eksperymentowanie ubarwia życie i rozciąga strefę komfortu. Kiedy byłem mały, nie można mnie było zmusić do tego, żebym zjadł flaki. Gdzieś tam wcześniej widziałem kiedyś rozjechanego psa, któremu wypłynęły flaki i myślałem, że oni chcą mnie tym karmić. Na nic zdały się wszelkie zapewnienia, że to nie takie flaki. Dzisiaj je uwielbiam. 2. „Jakby koledzy skakali z mostu to też byś skoczył?” Zrobiłem wiele głupich rzeczy tylko dlatego, że robili je moi koledzy. Szedłem na wagary, chociaż nie miałem na to ochoty. Piłem piwo, chociaż w ogóle mi nie smakowało. Każdy z nas chciał się ubierać jak inni i mieć te same gadżety co inni. Jednak to jest miecz obosieczny, bo kiedy dostrzegasz, że podążanie za tłumem rzeczywiście nie ma sensu, to mama zmieniała zdanie i wtedy słuchałeś, że trzeba iść na studia, znaleźć pracę, ożenić się, wziąć kredyt itd. bo… przecież wszyscy tak robią. Dlatego jak chcesz zrobić coś odstającego od schematu i mama ma pretensje, to przypomnij jej, że przecież to ona Ci to wpoiła. 3. „Pieniądze nie rosną na drzewie.” No rzeczywiście nie rosną. Trzeba na nie zapracować. Im większą wartość wnosisz do społeczeństwa i im większej ilości ludzi jesteś w stanie pomóc w tym samym czasie, tym więcej zarobisz. 4. „Idź już spać, bo rano będziesz zmęczony.” Czy dzisiaj nie jest to oczywiste, że jak trzeba wstać o 5:30, to siedzenie przed komputerem do 1:00 nie jest zbyt rozsądne? 5. „To nie jest towarzystwo dla Ciebie.” Miałem różnych kolegów. Do części z nich moja mama miała zastrzeżenia. Myślałem, że ma do nich jakieś osobiste pretensje. Doskonale rozumiała, że zadając się z nimi, mogę zejść na złą drogę. 6. „Nie garb się.” Czyż to nie było wkurzające, kiedy za każdym razem, gdy siedliście do wspólnego obiadu słyszałeś „nie garb się” albo „wyprostuj się”? Dzisiaj wiesz, że osoba z wyprostowaną sylwetką jest atrakcyjniejsza. Ktoś, kto się garbi jest mniej pewny siebie i robi złe pierwsze wrażenie. 7. „Nie obchodzi mnie kto zaczął. Macie się dogadać.” Masz rodzeństwo? Jeśli tak, to wiesz jak to wygląda. „Mamo, bo ona zabrała mi klocki”, „Mamo, a on mnie bije” itd. Często ten bój przegrywają starsze dzieciaki bo wtedy słyszą: „jesteś starszy, to ustąp”. Mam starszą siostrę i nie pamiętam, żeby mama jakoś szczególnie stawała w roli rozjemcy. Zazwyczaj sami musieliśmy dojść do jakiegoś porozumienia. To uczy nas, że nie ma sensu się skarżyć i obwiniać innych. Najpierw zrób co się da, żeby szybko rozwiązać problem. Nie zachowuj się jak niedojrzały pajac biorąc drugą stronę na przeczekanie. Urządzanie zawodów w „kto pierwszy zmięknie” jest przejawem niedojrzałości. Załatw to choćby dla własnego komfortu psychicznego. 8. „Nie musi się udać, ale przynajmniej spróbuj.” Otóż to. Jazda na rowerze, kolorowanie bez wyjeżdżania za linię, lepienie z plasteliny, pływanie itd. Ty się bałeś podejść do zadania i mama zachęcała Cię właśnie tymi słowami. Chciała, żebyś się przełamał bo wiedziała, że jak zrobisz ten pierwszy krok, to będzie łatwiej. 9. „To nie koniec świata.” Zerwała z Tobą dziewczyna, z którą miałeś być do końca życia? Nie zdałeś prawa jazdy? Nie dostałeś pracy? Nie zdałeś egzaminu na wymarzone studia? Wtedy padały słowa: „To nie koniec świata”. Wtedy tego nie rozumiałeś, ale dzisiaj wiesz, jakie to prawdziwe. 10. „Zrozumiesz jak będziesz starszy.” Zrozumiałem mamo. Dziękuję.
Długo zastanawiałam się jak ugryźć ten temat. Jak zacząć, opowiedzieć to, co od bardzo dawna nie daje mi spokoju. Matka ma być matką. Koniec. Zauważyłaś już tę prawidłowość? Nie twierdzę, że macierzyństwo to nie powód do największej dumy na świecie. Oczywiście, że tak! W końcu stworzyłaś człowieka! Na starcie powinno wręczać się z tej okazji jakiś grubszy czek. Oj nie mów, że wystarczy Ci, że masz swoje ukochane maleństwo w końcu przy sobie. Ja absolutnie tego nie neguję, ale nagrodą w postaci brylantów napewno bym nie pogardziła 🙂 Wracając do tematu… Pamiętam jak po pierwszej ciąży, po najgorszym na świecie połogu (dwa następne to pestka przy tamtym), po kilkunastu tygodniach bycia tylko i wyłącznie dla swojego maluszka, umówiłam się z koleżankami na wieczorne wyjście do dyskoteki. Pomyślałaś już “jaka bezczelna! Wypomina dziecku, że była przy nim, kiedy ten najbardziej jej potrzebował!”? No właśnie… Bo z żartów, że matki wyjście do biedry traktują jak imprezę, to wszyscy się śmieją, ale gdy ta sama matka powie “idę na imprezę” to nagle połowa otoczenia robi grymas na twarzy podobny do tego, który robię ja, kiedy moje dziecko po raz setny wyleje na podłogę swój soczek. Tak, moja rodzina zrobiła wtedy dokładnie to samo. Matce nie wypada robić różnych rzeczy. I oczywiście rozumiem, że przy dziecku to raczej słabo wyglądają pewne zachowania, ale gdy tego dziecka nie ma? Mam wrażenie, że człowiekowi już zwykłej “kurwy” sobie rzucić nie można. Bo jak to tak?! Matka i takie słownictwo?! Porządna mama siedzi w domu na dupie i dzierga sweterki na drutach, a nie chodzi i po ulicach bluzga (tudzież w towarzystwie znajomych). Matce nie wypada 2 razy w tygodniu chodzić do kosmetyczki, bo “ciekawe co wtedy robią jej dzieci”, ubierać za często obcasów – “na bank nie chodzi ze swoim maluchem na rowerek”. Najlepiej, żeby ubierała się w wór pokutny, albo chociaż w stylówkę podobną do tej którą nosi jej dziecko. Ooo tak najlepiej by było! Bo przecież jak dbać o siebie przestanie, to zaraz jej wypomną, że mąż kochanki będzie szukać. Musi dbać, ale bez przesady. Kariery w Hollywood i tak już nie zrobi. Nie wypada pić jej piwa, wiadomo że lampka wina lepsza i to tylko raz w miesiącu, o fajkach nie ma nawet mowy. Muzyka? Musi, ale to musi znać wszystkie dziecięce hity. Bez tego ani rusz. I tutaj w ogóle nie żartuję, pamiętam jak jakiś czas temu znałam tylko dwie piosenki, w tym “aaa kotki dwa”. Ależ mi wstyd było! Ulubiony rap? No błagam! Nawet w samotności przestałam go słuchać, bo jak to tak? Matka?! Ma słuchać bluzgów zamiast muzyki?! Oj czułam się okropnie. Wyrzuty sumienia mnie żywcem zżerały. Sama się na tym łapię. Nie, że oceniam samą siebie, ale oceniam inne matki. Zupełnie bezsensu, wiem. Ale to silniejsze ode mnie! Wiem, że źle robię, ale podświadomie szukam wad u innych mam, tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że ja jestem najlepsza. Wiesz z czego to wynika? Z niepewności, z kompleksów. Żałosne… Kurcze serio żałosna jestem! Wiesz z czego rodzą się te wszystkie założenia, że prawdziwa matka ma być ucieleśnieniem ideałów i prawości? Właśnie z kompleksów i niepewności innych kobiet. Bo tak, chciałabym chcieć umieć wszystkie jagódkowe hity, chciałabym chcieć nie marzyć o wakacjach we dwójkę, tylko z mężem, o imprezie do rana na plaży i to takiej z alkoholem (what?!). Niestety wygodniej stwierdzić, że “nie wypada” niż szczerze odpowiedzieć “nie chce mi się, za stara jestem, nie mam czasu, już mnie to nie bawi”. Najgorzej, gdy jednak wciąż bawi, a sami siebie zamykamy w jakieś dziwne oczekiwania, a później stwierdzamy “dziecko ogranicza”. Bo może i faktycznie ogranicza, ale swobodę w korzystaniu z toalety, a nie to jakim człowiekiem się jest.
fot. Adobe Stock, pressmaster Udar to poważna sprawa, ale kiedy chory wyjdzie ze szpitala, nie wolno mu pobłażać. Na powrót do pełnej sprawności trzeba ciężko pracować… Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Mój tata miał udar. Gdy mama zadzwoniła i mi o tym powiedziała, omal nie zemdlałam. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało go coś tak strasznego. Zawsze był przecież silny, zdrowy, pełen energii... Dwa tygodnie wcześniej miał badania kontrolne i chwalił się przez telefon, że lekarz, spoglądając na wyniki, kręcił z niedowierzaniem głową. Mówił, że jak na 55 lat ma fantastyczne wyniki… A tu – udar! Tyle dobrego, że stało się to w domu i mama nie straciła zimnej krwi. Jak tylko zorientowała się, że z tatą dzieje się coś dziwnego, natychmiast zadzwoniła po pogotowie. A potem do mnie. – Przyjedź jak najszybciej do szpitala, bo nie wiadomo, co będzie z ojcem. Jak go zabierali, to biedak już mnie nie poznawał – łkała w słuchawkę. Nie zastanawiając się ani chwili, wsiadłam w samochód i błyskawicznie pokonałam prawie 200 kilometrów dzielące mnie od rodzinnego miasta. Od kilku lat pracuję w Warszawie i w domu pojawiam się właściwie tylko w święta. Teraz żałowałam, że tak rzadko odwiedzam rodziców. Pędząc na łeb na szyję, modliłam się, żeby tata przeżył, żebym mogła go jeszcze zobaczyć, porozmawiać z nim. Gdy dotarłam do szpitala, natknęłam się na mamę. Siedziała na ławce przed gabinetem lekarskim. Była ciągle jeszcze zapłakana, ale spokojniejsza. – Jesteś… Dosłownie przed sekundą dowiedziałam się, że największe niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Ojciec jest przytomny. Teraz trzeba tylko czekać – mówiła z przejęciem. – Uff, kamień mi spadł z serca. Nawet nie wiesz, jak się cieszę! – z ledwością opanowałam płacz. – A ja?! Przecież wiesz, jak bardzo kocham twojego ojca. Nie potrafiłabym bez niego żyć… – oczy mamy znowu się zaszkliły. – Nie będziesz musiała, mamo, z tatą na pewno wszystko będzie dobrze, zobaczysz – przytuliłam ją. Mama jest bardzo upartą kobietą Nagle uwolniła się z mojego uścisku, otarła łzy i powiedziała z mocą: – Oczywiście, że będzie! Już ja o to zadbam. Tadeusz przez całe życie ciężko harował, żeby ani tobie, ani mnie niczego nie brakowało. Czas najwyższy mu się za to odwdzięczyć. Stan zdrowia taty był ciężki. Na skutek udaru miał niesprawną prawą stronę ciała, nie mógł się samodzielnie poruszać i mówił niewyraźnie. W ogóle nie można go było zrozumieć. Ale mamie to nie przeszkadzało. Siedziała przy nim od rana do wieczora. W lot odgadywała jego potrzeby, karmiła go, pielęgnowała. I codziennie zdawała mi relacje przez telefon. – Paraliż ustępuje! – usłyszałam pewnego dnia. – Tata już próbuje chodzić, zaczyna wypowiadać pojedyncze słowa. Lekarze mówią, że jak tak dalej pójdzie, to niedługo go wypiszą. – To super! Jak już się dowiesz, kiedy to będzie, to koniecznie daj znać. Jakoś urwę się z pracy, przyjadę i pomogę ci w transporcie – odparłam. Było mi głupio, że nie czuwam z mamą przy tacie, ale akurat pracowaliśmy nad bardzo ważnym projektem. Siedziałam w firmie non stop. Nawet gdybym bardzo się starała, nie dałabym rady kursować do szpitala i z powrotem. Ale obiecałam sobie, że jak już skończymy prace, wezmę zaległy urlop i pojadę do domu na dłużej. Tatę wypisano po trzech tygodniach. Tak jak obiecałam, urwałam się z pracy i pojechałam z mamą go odebrać. Dobrze nie było… Tata ledwo chodził, nie mógł niczego utrzymać w prawej ręce. Tylko mówienie nie sprawiało mu już takich trudności jak na początku. Wypowiadał słowa wolno, ale poprawnie. Tuż przed wyjściem udało nam się spotkać z lekarzem prowadzącym i zapytać o rokowania. – Jestem ostrożnym optymistą – powiedział. – Jeżeli pan Tadeusz będzie miał dobrą opiekę, nie zabraknie mu determinacji i skupi się na rehabilitacji, to ma szansę odzyskać częściową lub nawet całkowitą sprawność. Sęk w tym, czy dostanie się na ćwiczenia. Kolejka jest olbrzymia. A im szybciej zacznie, tym lepiej… – zająknął się. Mama spojrzała na niego spod oka. – O opiekę proszę się nie martwić. Potrafię zająć się mężem. A rehabilitację załatwię. Choćbym na głowie miała stanąć! – zapewniła. – Nie wątpię, nie wątpię – uśmiechnął się pod nosem. – Pracuję w tym szpitalu ponad 20 lat i jeszcze nie widziałem, żeby jakaś żona zajmowała się chorym mężem z takim oddaniem. Aż zazdroszczę panu Tadeuszowi. Tylko proszę nie przesadzać z tą opieką. Jeśli pacjent ma wrócić do zdrowia, to musi być aktywny. – Tak, dziękujemy – mruknęła mama i wyciągnęła mnie z gabinetu. Podczas gdy ja pakowałam tatę do samochodu, ona od razu pobiegła dowiedzieć się o rehabilitację. Okazało się, że jest tak, jak mówił lekarz. Pierwszy wolny termin był dopiero za pół roku. – Czy oni zwariowali? Przecież po takim czasie rehabilitacja w niczym już nie pomoże – mówiła zdenerwowana, kiedy położyłyśmy tatę do łóżka i usiadłyśmy w kuchni przy kawie. – To może załatwimy coś prywatnie? Mam oszczędności, mamo… – zaproponowałam. – Nie o to chodzi! Ojciec przez całe życie płacił składki i rehabilitacja mu się należy. Nie martw się, już ja im to wytłumaczę. A jak nie, to mnie popamiętają! – nastroszyła się. Mama zawsze była twardą, chwilami nawet apodyktyczną kobietą. Jak sobie coś postanowiła, to musiała postawić na swoim. Tak było i tym razem. Nie mam pojęcia, gdzie poszła, z kim rozmawiała, jakie znajomości uruchomiła, ale kilka dni później usłyszałam, że następnego ranka wiezie ojca na pierwsze ćwiczenia. Odetchnęłam z ulgą. Byłam pewna, że największa przeszkoda utrudniająca tacie powrót do zdrowia została pokonana. Okazało się jednak, że nie. Całymi dniami leżał w łóżku Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, dotarły do mnie po tygodniu. Zadzwoniłam do mamy zapytać, jak tata radzi sobie na rehabilitacji. Myślałam, że zacznie opowiadać, jak to mu wspaniale idzie i robi postępy. A tu… – Wiesz co, córeczko? Im dłużej przyglądam się tej jego rehabilitacji, tym coraz większe mam wątpliwości, czy w ogóle powinien na nią chodzić – usłyszałam. – Ale dlaczego? – dopytywałam się. – Bo mu szkodzi – odparła. – Słucham? – No tak! Żebyś ty widziała, jak on biedak wygląda po tych ćwiczeniach. Zmordowany, obolały, czerwony z wysiłku… Ruszyć się nie może. Boję się, że jak go tak dalej ten rehabilitant będzie męczyć, to znowu udaru dostanie – tłumaczyła. – Ale przecież to na pewno fachowiec, po studiach. Wie, co robi – starałam się ją uspokoić. – No niby tak… Tylko że to jeszcze taki młody mężczyzna. Chłopaczek prawie. Ma pewnie niewielkie doświadczenie – kręciła nosem. – Mimo wszystko powinnaś mu zaufać, mamo – upierałam się. – No dobrze, niech ci już będzie… Ale wiesz, co on jeszcze wymyślił? Że ojciec powinien bardzo dużo ćwiczyć w domu. Nawet pokazywał mu jak! – oburzyła się nagle. – Ależ to oczywiste! Rehabilitacja pod okiem specjalisty to tylko jedna czwarta sukcesu. Mam nadzieję, że tata dobrze zapamiętał, co ma robić, no i że ty pilnujesz, żeby sumiennie ćwiczył – nie rozumiałam, dlaczego jest taka poruszona. – Zwariowałaś? Jakie ćwiczenia? W domu to ojciec ma tylko odpoczywać. Wystarczy, że wymęczą go w przychodni – stwierdziła. – Nie wystarczy, mamo… – próbowałam, protestować, ale ona natychmiast mi przerwała: – Nie opowiadaj mi tu bzdur, Mirka! Nie ma cię przy nim, więc nawet nie wiesz, ile wysiłku kosztuje go każdy, nawet najmniejszy ruch. Niech sobie ten rehabilitant gada, co chce. A ja i tak nie pozwolę, by narażał ojca. Na razie ma leżeć, dobrze jeść i nabierać sił! – krzyknęła i się rozłączyła. Rozmowa z mamą bardzo mnie zaniepokoiła. Bałam się, że rzeczywiście położy ojca do łóżka. A przecież nie od dziś wiadomo, że bezczynność wbrew pozorom wcale nie pomaga w powrocie do zdrowia po udarze. Nawet przeciwnie – może jeszcze pogorszyć stan chorego. W pierwszy wolny weekend pojechałam więc do domu. Wystarczyło kilka godzin, bym zorientowała się, że jest gorzej, niż podejrzewałam. Mama skakała koło ojca, jak koło malutkiego dziecka Przynosiła mu jedzenie do łóżka, karmiła, prowadziła do toalety, nie pozwalała na żaden wysiłek. W domu mógł właściwie tylko oglądać telewizję i czytać książki. Resztą zajmowała się ona. Oczywiście próbowałam z nią pogadać, wytłumaczyć, że robi krzywdę ojcu, ale mnie nie słuchała. – Bzdura! Chyba lepiej wiem, co jest dla niego najlepsze! – naburmuszyła się i skończyła temat. Nie zamierzałam się poddawać. Gdy w pewnym momencie mama wyszła do sklepu po zakupy, postanowiłam porozmawiać z ojcem. – Tato, tak nie można. Powinieneś być bardziej aktywny, samodzielny… – zaczęłam. – Ojej, przecież wiem, córuś. Ale znasz matkę… Zawsze wszystko wie najlepiej. Nie wygram z nią – przewrócił oczami, a mnie w głowie zapaliło się czerwone światełko. – Zaraz, zaraz… Coś mi się wydaje, że tu wcale nie o trudny charakter mamy chodzi. Do tej pory jakoś sobie z tym zawsze radziłeś. Tato, tobie po prostu się podoba, że ona tak koło ciebie skacze – patrzyłam mu prosto w oczy. Zawstydzony spuścił wzrok. – Faktycznie, to całkiem miłe. Ale przysięgam, za kilka dni wezmę się za siebie! Przecież nie będę leniuchował do końca życia. Słowo harcerza! Wróciłam do Warszawy spokojniejsza. Wydawało mi się, że ojciec dotrzyma słowa, że to słodkie nicnierobienie szybko mu się znudzi. Ale mijały kolejne dni, a z tego, co zdołałam wyciągnąć przez telefon od mamy, w moim rodzinnym domu nic się nie zmieniało. Ba, przyzwyczaił się do tego, uwierzył, że potrzebuje stałej opieki. Gdy którejś soboty znowu wpadłam na moment do domu, siedział w łóżku piżamie, obłożony poduszkami jak pasza. – Tato, co ty najlepszego wyrabiasz? Przecież obiecałeś, że weźmiesz się za siebie! – natarłam na niego. – Nie krzycz, Mirka! Jestem wykończony po rehabilitacji, muszę odpocząć. Dobrze, że chociaż twoja matka to rozumie – zaperzył się. Nie wiedziałam, co robić. Czułam, że rozmowa z mamą jak zwykle nic nie da, a ojcu spodobała się rola ciężko chorego męża. Martwiłam się, że jak tak dalej będzie tylko leżał, to jego stan rzeczywiście się pogorszy. W desperacji zadzwoniłam do cioci Halinki. Od lat mieszkała na drugim końcu Polski, ale mimo to nie straciła kontaktu z mamą. Siostry bardzo często ze sobą rozmawiały, wspierały się w trudnych chwilach. Mama bardzo liczyła się z jej zdaniem. Wiedziałam, że jeśli Halinka nie przemówi jej do rozumu, to już nikt tego nie zdoła zrobić. Ciocia wysłuchała mnie spokojnie. Potem zastanawiała się przez chwilę. – Hm, zwykła rozmowa tu nie wystarczy. Trzeba użyć podstępu – odezwała się wreszcie. – Masz jakiś pomysł? – Mam… Tak, chyba tak. Tylko jest jeden warunek: koniecznie musisz wziąć urlop, żeby mądrze zająć się ojcem – zawiesiła głos. – Za tydzień kończymy projekt i jestem wolna – zapewniłam. – Tak? No to posłuchaj… Przez następny kwadrans wprowadzała mnie w szczegóły swojego planu. Gdy skończyła, byłam w dużo lepszym nastroju. Nie czułam się już bezsilna. Znowu odżyła we mnie nadzieja, że tata jednak wróci do zdrowia. Tydzień później, zgodnie z umową pojechałam na urlop do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg, zauważyłam, że mama jest bardzo zmartwiona. – Czy coś się stało? – Dzwoniła ciotka Halinka. Mówiła, że ma jakieś problemy ze sobą, nie wiem, co konkretnie, ale chce, żebym do niej przyjechała – odparła. – Tak? To chyba musisz pojechać. Ciocia nigdy nie prosi o pomoc bez potrzeby – zrobiłam zatroskaną minę. – Wiem, ale przecież nie mogę. Kto w tym czasie zajmie się ojcem? – jęknęła mama, popatrując na mnie. – Jak to kto! Ja! Akurat mam urlop. Zobacz, jak się szczęśliwie złożyło – aż przyklasnęłam. – Ty? No, nie wiem, Mirka. Chyba sobie nie poradzisz – wahała się. – Oczywiście, że sobie poradzę! Przecież to mój ojciec i zależy mi na jego zdrowiu tak samo mocno, jak tobie – zapewniłam gorąco. Tak ją przekonywałam, namawiałam, że w końcu uległa Dwa dni później spakowała walizkę i ruszyła do ciotki Halinki. Naturalnie nie omieszkała zostawić mi instrukcji. – Wiem, że masz dobre chęci, córeczko, ale na wszelki wypadek wypisałam ci na kartkach, co masz przy ojcu zrobić. Dbaj o niego. Wiesz, jaki jest słaby i biedny – pouczała mnie, już stojąc w drzwiach. – Nie bój się, wszystko będzie dobrze – cmoknęłam ją w policzek. Ledwo mama wsiadła do taksówki, wyrzuciłam wszystkie kartki do kosza. Nie miałam najmniejszego zamiaru stosować się do zaleceń mamy. Wręcz przeciwnie, zamierzałam przewrócić życie ojca do góry nogami. Rewolucję zaczęłam jeszcze w dniu wyjazdu mamy. Wieczorem tata poprosił o kolację. Leżał w łóżku… – Stoi na stole, tutaj w pokoju. Ogarnij się i przyjdź – powiedziałam spokojnie. – Ale jak to? Mama zawsze przynosiła mi jedzenie do łóżka – popatrzył na mnie zdumiony. – Wiem, wiem, karmiła cię, myła, ubierała… Ale koniec z tym. Oczywiście będę ci pomagać, ale uważam, że niektóre z tych czynności możesz wykonywać sam. Zaczniemy od jedzenia. Lewą rękę masz przecież zupełnie sprawną, tato. No, wstawaj – odparłam spokojnie. Tacie oczywiście się to nie spodobało. Mruczał pod nosem, że chcę go wykończyć i takie tam różne, ale w końcu zwlókł się z łóżka i przydreptał do salonu. Z satysfakcją zauważyłam, że rehabilitacja pod okiem specjalisty przyniosła efekty. Poruszał się o niebo lepiej, niż po wyjściu ze szpitala. Z jedzeniem też sobie poradził. Trochę nakruszył wokół talerza, wylał pół kubka herbaty, ale ogólnie nie było źle. No i się najadł. – A widzisz? Jak chcesz, to możesz! Jutro pogadam z rehabilitantem o ćwiczeniach domowych. Pomęczymy się razem – uśmiechnęłam się. – O Jezu, jeszcze to? Nie wytrzymam, córka – bronił się. – Wytrzymasz, wytrzymasz. Przecież w gruncie rzeczy twardy z ciebie facet. Tylko się trochę pieścisz, prawda? – mrugnęłam znacząco. – No dobrze, niech ci już będzie, wygrałaś – poddał się. Chyba jednak to ja miałam rację Od tamtego dnia życie taty zupełnie się zmieniło. Pomagałam mu w wielu czynnościach, ale pilnowałam także, by coraz więcej rzeczy robił sam. I przede wszystkim, żeby pilnie ćwiczył w domu. Początkowo denerwował się i buntował, zwłaszcza jak mu coś nie wychodziło, ale gdy nabrał sił, zauważył, że coraz lepiej sobie radzi, i wtedy humor mu się poprawił. Zmagał się z przeciwnościami z coraz większym entuzjazmem i, co najważniejsze, ani razu nie poskarżył się mamie. Gdy dzwoniła i pytała, jak sobie radzimy, niezmiennie odpowiadał, że świetnie… Widać było, że cieszy się z odzyskiwanej sprawności. Sen z powiek spędzała mi tylko jedna myśl: że mama wróci za szybko. Bałam się, że znowu położy tatę do łóżka i wszystko będzie jak dawniej… Podzieliłam się oczywiście tymi obawami z ciotką Halinką. Kontaktowałyśmy się ze sobą w tajemnicy co kilka dni, żeby ustalić, co i jak. – Postaram się zatrzymać twoją matkę jak najdłużej. Ale nie wiem, ile jeszcze czasu będzie wierzyć, że jestem w ciężkiej depresji. Już spogląda na mnie podejrzliwie – wyszeptała mi konspiracyjnie do słuchawki. – Trzymam kciuki, żeby to był w sumie miesiąc – odparłam. Byłam pewna, że w takim czasie zdołam zawrócić tatę na właściwą drogę. I że on już z niej nie zejdzie. Cioci udało się zatrzymać mamę tylko przez trzy tygodnie. Trochę mnie to zmartwiło, bo myślałam, że dociągnie do tego miesiąca, ale i tak byłam zadowolona. Ojciec zrobił olbrzymie postępy. Coraz sprawniej posługiwał się prawą ręką, był silniejszy, pewniej chodził. Pomagał mi w domu, wychodziliśmy na spacery. Pocieszałam się, że jak mama to zobaczy, to mnie pochwali. Niestety, nie było tak pięknie. Mama wróciła od cioci trochę zła. Od wejścia oświadczyła, że jej siostra ma pewnie tylko klimakterium, a nie depresję, i że niepotrzebnie tłukła się do niej taki kawał drogi. – Przecież wiedziała, że Tadeusz jest ciężko chory. A mimo to mnie wyciągnęła… – mruczała niezadowolona. – Ale już jesteś z powrotem! – przerwałam te utyskiwania. – No i całe szczęście. Opowiadaj, co u was – zaczęła się dopytywać. – Super! Właśnie przygotowaliśmy dla ciebie obiad. I jeszcze mieszkanie posprzątaliśmy – odparłam beztrosko. – Jak to wy? – mama nie mogła chyba uwierzyć w to, co słyszy. – No tak, tata i ja – wyjaśniłam. – Bój się Boga, dziecko – załamała ręce. – Miałaś pilnować, żeby ojciec się nie przemęczał, jak najwięcej odpoczywał. A ty co? Chcesz, żeby dostał kolejnego udaru? Nie mogę uwierzyć, że jesteś taka bez serca – patrzyła na mnie oskarżycielsko. Zrobiło mi się tak przykro, że omal się nie rozpłakałam. Na szczęście w tym momencie do akcji wkroczył tata. Podszedł i mocno przytulił mamę – Nie krzycz, tylko jej podziękuj. Mira jest mądrzejsza i ode mnie, i od ciebie – wyszeptał jej do ucha. Pewnie myślicie, że mama po tych słowach rzuciła mi się z wdzięczności na szyję. Nic z tego. Jeszcze przez długi czas wypominała mi, że nie opiekowałam się tatą tak, jak kazała… Najważniejsze jednak, że gdy wyjechałam do Warszawy, nie zapakowała taty z powrotem do łóżka, tylko pozwoliła mu normalnie żyć. To chyba tak, jakby przyznała, że jednak miałam rację, prawda? Ojciec z każdym dniem jest bliższy zdrowia i bardzo się z tego cieszę! Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Nie wiem jak u Was, ale moja mama jest jedną z najlepszych osób jakie mogłam poznać w swoim życiu. Zawsze była blisko by mnie rozśmieszyć, bądź otrzeć łzy. Pomogła mi się stać osobą, którą jestem dzisiaj. A jaka jest Twoja mama? Oto niektóre ze znaków, które świadczą o tym, że powinniśmy być dumni ze swoich mam. 1. Twoja mama jest jedną z Twoich najlepszych przyjaciółek. To właśnie ona jako pierwsza dowiaduje się o wydarzeniach w Twoim życiu i masz z nią regularne rozmowy na skype’ie. 2. Jednak ma świadomość, że rola matki jest o wiele ważniejsza niż rola przyjaciółki. Nawet jeśli jesteście najlepszymi przyjaciółkami, to mama wie, że jej rola jako matki ma o wiele większą wagę. Nieważne czy nam się to podoba czy nie, ona zawsze będzie dbać o to, abyśmy podejmowali decyzje zgodne z tym co mówi nam serce. Moja mama mówi, że nie jest tylko moją przyjaciółką czy kumpelą, ale jest kimś, kto pomoże mi w każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. 3. Twoja mama zawsze Cię wysłucha, zawsze możesz na nią liczyć. Jeśli przeżywasz zawód miłosny, albo potrzebujesz porady – ona jest zawsze do dyspozycji. Słucha Cię, zawsze, bez osądzania. (Dzięki mamo!) 4. Twoja mama jest Twoim najbardziej oddanym kibicem. Moja mama zawsze dąży do tego aby dopingować mnie choćby nie wiem jak beznadziejnie mi szło. Masz marzenia? Mama będzie zawsze gotowa aby Cię wspierać, nawet jeśli nie jesteś zbyt pewny siebie. 5. Razem ze swoją mamą macie własne dowcipy, których inni nie rozumieją. Ciągle się chichoczecie? Wynika to z faktu, że bardzo dobrze się znacie i wiele już ze sobą przeszłyście. Moja mama i ja czasami pękamy ze śmiechu, a inni patrzą na nas jak na dziwaków. Nam to nie przeszkadza. 6. Na spotkaniach rodzinnych zawsze trzymacie się razem. Kto inny zapewni Ci rozrywkę jeśli Twoja ciotka opowiada o swoich kotach? Zawsze trzymacie się blisko siebie, bo razem możecie znieść wszystko! 7. Twoja mama zawsze na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Nawet jeśli robi karierę, czy bierze udział w życiu społecznym, to właśnie rodzinę zawsze stawia na pierwszym miejscu. Nigdy nie spóźniła się po Ciebie do szkoły mimo, że miała spotkanie. Nigdy nie zapomniała o Twoich urodzinach, ponieważ byłaś i nadal jesteś najważniejszą osobą w jej życiu. 8. Twoja mama zawsze pyta o Twoje życie. Zawsze się o Ciebie troszczy. Ona po prostu musi wiedzieć co u Ciebie słychać. Jeśli mówisz, że jest „OK” albo „Wszystko w porządku”, będzie robić wszystko aby wyciągnąć z Ciebie szczegóły. 9. Twoja mama zawsze obserwuje Cię uważnym okiem, ale nigdy się nie unosi. Nigdy nie zauważasz tego, ale ona zawsze ma na Ciebie oko i upewnia się, że wszystko u Ciebie w porządku. 10. Pozwala Ci popełniać błędy, ale zawsze jest obok żeby móc pomóc Ci stanąć na nogi. Moja mama pozwalała mi przejść przez zawód miłosny, albo popełnić jakiś błąd – i wiem jak ciężko było jej na to patrzeć. Jednak miała świadomość, że najlepiej uczyć się na własnych błędach i zawsze była obok, aby pomóc mi z nich wyjść. Dobra mama wie, że nie może żyć tylko dla Ciebie i wie, że może być tak, że umówisz się z kimś z kim być nie powinnaś. Jednak kiedy dojdzie do takiej sytuacji zawsze będzie obok aby pomóc Ci otrzeć łzy. 11. Twoja mama wie, że jest po prostu starszym, bardziej doświadczonym dzieckiem. Jeszcze pamiętam co powiedziała moja mama przed wyjazdem na studia: „Oto najważniejsza rada, jaką mogę ci dać: Jeśli będzie ci się kręcić w głowie, gdy wypijesz za dużo, po prostu ugryź się w język. To ci pomoże.” Fajna mama nie będzie udawać, że była święta i doskonała przez całe życie. Fajna mama nie gra w „Jestem bardziej święta niż Ty”, bo też jest człowiekiem i wie, że każdy popełnia błędy. Ma świadomość, że Ciebie to nie ominie, ale używa swojej mądrości aby pomóc ci, gdy tego potrzebujesz. 12. Każdy kocha Twoją mamę. Moi znajomi chcą spędzać czas z moją mamą i sugerują, że chcieliby kiedyś powtórzyć takie spotkanie. Gdy zapraszają mnie na imprezę noworoczną, mówią mi żebym zabrała ze sobą mamę. Nie żartuję! 13. Bo Twoja mama jest zabawna. Ona zawsze wie o co chodzi, potrafi znaleźć równowagę pomiędzy byciem koleżanką, a mądrą i doświadczoną kobietą. Wynikiem jest wspaniałe poczucie humoru. 14. Nawet gdy jesteś na nią zła, wciąż wiesz jak bardzo Ci na niej zależy. Jeśli Twoja mama jest taka jak moja, to na pewno czasami doprowadza Cię do szału. Jednak nawet gdy do tego dojdzie nie ma takiej opcji, że będziesz kochać ją mniej. 15. Na pytanie „Kto jest Twoim największym bohaterem?” odpowiedź jest zawsze jedna: Mama. Odsuń się Perfekcyjna Pani Domu, moja mama jest lepsza od ciebie. W szkole napisałam już kilka ciekawych wypracowań rozwijających ten punkt. 16. Nie możesz wyobrazić sobie życia bez niej… Twoja mama zbudowała taki silny fundament dla Ciebie. Teraz nie ma takiej możliwości, aby go wyburzyć. To ona Cię „zbudowała” i ukształtowała jako człowieka. Teraz gdy próbuję sobie wyobrazić życie bez niej, wiem, że to jest po prostu niemożliwe. 17. …bo Twoja mama jest jedną z najważniejszych osób na świecie. Bo co bez niej zrobisz? Kocham Cię Mamo!
Witam! Rozumiem, że jest Ci teraz bardzo ciężko. Strata bliskiej osoby zawsze jest trudnym doświadczeniem i nieławo sobie z tym poradzić. Poczucie straty i tęsknota są naturalną reakcją na śmierć rodzica. Powinnaś zgłościć się do psychologa - on pomoże Ci przetrwać trudny czas żałoby. Otrzymasz wsparcie, którego teraz bardzo potrzebujesz. Możesz również porozmawiać z pedagogiem szkolnym, pomoże Ci on znaleźć psychoterapeutę i pokieruje, gdzie powinnaś się udać. Dla Twojego taty jest to równie trudna sytuacja. Na pewno wie, że tęsknisz za mamą tak samo jak on. Spróbujcie o tym porozmawiać, może to Was zbliży. Postaraj się nie udawać przed przyjaciółmi, że wszystko jest w porządku – bo nie jest. Jeśli pokażesz im, że pod maską złości i rozdrażnienia kryje się żal i tęsknota, jest szansa, że Cię zrozumieją. Wtedy na pewno łatwiej będzie się Wam dogadać. Spotykaj się z nimi jak najczęściej, będziesz miała okazję oderwać się od ponurych myśli. Potrzeba czasu, żeby pogodzić się ze stratą – teraz wydaje Ci się to niemożliwe, ale zapewniam, że nie jest. Pozdrawiam serdecznie.
co moja mama robi najlepiej